Sezonowe zmiany czasu - rezygnacja? Nie ma sprawy, ale co dalej?
piątek, 27 marzec 2020 12:57

Sezonowe zmiany czasu - rezygnacja? Nie ma sprawy, ale co dalej?

W najbliższy weekend zmieniamy czas na letni. Dokładnie z soboty na niedzielę, z godz. 2.00 na 3.00, w efekcie śpimy krócej. Jak to jest z tą zmianą czasu? W XXI wieku warto to robić czy nie? Pewnie każdy chciałby spać dłużej, ale czy to się opłaci? Na te oraz wiele innych pytań odpowiada w swoim artykule kmdr por. Dariusz Żołnieruk, wykładowca Akademii Marynarki Wojennej, autorytet w dziedzinie astronawigacji.

Tekst w wersji pdf do pobrania tutaj.

P1040251

Jak zawsze pod koniec marca i pod koniec października media i portale zasypywane są artykułami, reportażami i dyskusjami dotyczącymi sezonowych zmian czasu. Zwłaszcza ich celowości, w tym uzasadnienia ekonomicznego. Ich autorzy do znudzenia przypominają nam, że pierwszym pomysłodawcą zmian czasu był już w XVIII wieku Benjamin Franklin, że w Europie pionierem idei wprowadzenia czasu oszczędzającego światło dzienne (daylight saving time) był w 1907 r. prapradziadek jednego z muzyków zespołu Coldplay William Willett, że pierwsi czas letni wprowadzili Niemcy (w 1916 r.), że w Polsce ten rytuał obowiązywał z przerwami, że kiedyś powracaliśmy do czasu zimowego we wrześniu, a nie w październiku, że „co i jak” w tym zakresie dyktuje nam dyrektywa Unii Europejskiej (Dziewiąta Dyrektywa Czasu Letniego) oraz idące za nią stosowne rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów RP, że w Europie czasu nie zmieniają tylko Islandia, Rosja, Białoruś i leżąca częściowo w Europie Turcja, że na świecie czas letni wprowadza ok. 70 krajów, że na australijskiej Wyspie Lorda Howe’a czas letni wprowadza się przesuwając wskazówki tylko o pół godziny do przodu, że wielu specjalistów wskazuje na wątpliwe korzyści ekonomiczne wynikające ze zmian czasu, że często lekarze i psychologowie mówią wręcz o szkodliwości tych zmian dla organizmu ludzkiego, a zwłaszcza dla naszego zegara biologicznego, że w Europie coraz częściej dyskutuje się o odstąpieniu od tej zasady… itd., itp.

Gdy 104 lata temu po raz pierwszy wprowadzono czas letni myślano wyłącznie o oszczędnościach finansowych wynikających z pozornie dłużej trwającego dnia. Skoro Słońce miało zachodzić godzinę później, to kosztowne oświetlenie wielkich hal fabrycznych także miałoby być uruchamiane później, a więc na krótszy czas. Wspomniany W. Willett oszacował dla samej Anglii oszczędności na poziomie 2,5 mln ówczesnych funtów rocznie. Nie zainteresował tym jednak tamtejszego parlamentu.

Kilka lat temu przeprowadzono ogólnoeuropejskie konsultacje społeczne z zaskakującym w swej liczbie udziałem prawie 5 mln obywateli UE (którzy nota bene doprowadzili do przepełnienia i awarii serwera gromadzącego odpowiedzi). Ideę odstąpienia od sezonowych zmian czasu poparło ponad 3/4 Europejczyków (w tym 91% Polaków). W kwestii formy, w jakiej ma być to przeprowadzone, Unia Europejska dała krajom członkowskim wolną rękę. Bo jedno jest pewne - zbyt wielkie rozpiętości zarówno równoleżnikowa, jak i południkowa Europy, nie pozwolą na przyjęcie tego samego stałego czasu w całej Unii Europejskiej. Odległość pomiędzy Finlandią a Portugalią (nie wspominając już o Wyspach Azorskich, Maderze, czy hiszpańskich Wyspach Kanaryjskich) po jednej „przekątnej” lub pomiędzy Islandią a Cyprem po drugiej jest na tyle duża, że geograficznie kraje UE leżą w 5 różnych strefach czasowych. W części kontynentalnej Europy, to już „tylko” 4 strefy czasowe. Gdyby za geograficzny wyznacznik przyszłego „czasu europejskiego” przyjąć środek Europy, to byłby to Czas Środkowo Europejski (Central European Time - nasz czas zimowy). Dla geometrycznego środka rodziny państw członkowskich UE byłoby to z kolei pogranicze stref czasowych zerowej i pierwszej wschodniej, czyli ni to czas UTC, ni to czas zimowy w Polsce. Ale chyba z silnym wskazaniem na ten drugi, a to z uwagi na znaczną liczbę państw znajdujących się w pierwszej wschodniej strefie czasowej (długości geograficzne od 7,5°E do 22,5°E). W tym aspekcie Polska ma nader korzystne położenie, bo gdyby próbować na siłę przekonać kraje UE leżące na obrzeżach Europy należałoby przyjąć na stałe czas uniwersalny (geograficznie np. Wielka Brytania, kraje Beneluxu, Francja, Hiszpania), a najlepiej czas środkowoeuropejski (geograficznie od Norwegii przez Szwecję, Danię, Niemcy i Polskę, aż po Włochy i Maltę). Do takiej unifikacji z całą pewnością, jak już wspomniałem, nie dojdzie. Geograficzne peryferia Europy znajdują się za daleko od osi pierwszej strefy wschodniej – południka 15°E. Słońce w takich krajach, jak Finlandia, Portugalia, Cypr, czy nawet Islandia (gdyby przyjęły one u siebie czas środkowoeuropejski) zachowywałoby się na niebie nieco niestandardowo – wschodząc lub zachodząc na przestrzeni roku o niezwykłych, żeby nie powiedzieć przedziwnych porach. To nie tylko teoria. Gdy 80 lat temu wprowadzono w Wielkiej Brytanii czas środkowoeuropejski zmieniany latem na wschodnioeuropejski (jak to jest obecnie w Polsce) Słońce w północnej Szkocji wschodziło zimą o godz. 10:10, zaś latem zachodziło tuż przed północą (o 23:32). I tu nasuwa się pytanie: skoro teraz Unia Europejska pozwoliła poszczególnym krajom członkowskim podjąć suwerenną decyzję odnośnie przyjętego u nich na stałe czasu państwowego (Standard Time), to który czas powinna przyjąć Polska?

Większa część obszaru Polski, łącznie ze stolicą, leży w strefie pierwszej wschodniej. Tzw. ściana wschodnia Polski – od południka 22°30’E, czyli od linii Olecko-Wysokie Mazowieckie-Lublin na wschód, znajduje się już w drugiej strefie czasowej wschodniej (w tym Suwałki, Białystok, Biała Podlaska, większa część Lublina, Chełm , Zamość, Przemyśl). Nasz kraj leży w dwóch strefach czasowych, ale nie oznacza to, że mamy w Polsce dwa czasy państwowe. Czasem państwowym jest u nas czas środkowoeuropejski, czyli nasz czas zimowy. Polsce, jako obszarowi geograficznemu, bliżej jest do południka 15°E (osi pierwszej strefy wschodniej przechodzącej wzdłuż zachodniej granicy Polski przez Stargard i Zgorzelec), niż do południka 30°E (osi strefy drugiej, przechodzącej przez Sankt Petersburg, w pobliżu Witebska na wschodniej Białorusi, czy Kijowa i Odessy na Ukrainie).

Często określa się nasz czas zimowy (czas pierwszej strefy wschodniej) czasem naturalnym dla Polski. Na pewno jest to czas strefowy najbliższy nam geograficznie, a co za tym idzie, także i astronomicznie. Gdyby granica stref czasowych pierwszej i drugiej przebiegała centralnie przez nasz kraj wówczas byłoby w zasadzie wszystko jedno, który czas przyjąć – dotychczasowy zimowy, czy też letni. Ale bliżej nam jednak do południka 15°E, czyli do osi strefy pierwszej… I tu pojawia się problem.

Z licznych wypowiedzi polityków, w tym europosłów, wywnioskować można, że Polska pozostanie na stałe przy naszym czasie letnim (nazywanym zarówno Czasem Wschodnio Europejskim – CWE, ang. EET – Eastern European Time, jak i Czasem Letnim Środkowo Europejskim – ang. CEST – Central European Summer Time). Świadczą za tym także wyniki różnych ankiet prowadzonych lokalnie tu i ówdzie w naszym kraju. Fachowcy i specjaliści skłaniają się jednak ku czasowi zimowemu. Skąd więc ta rozbieżność? Otóż na pytanie „który czas wolisz – letni, czy zimowy?” nasz statystyczny obywatel odpowiada „oczywiście, że LETNI!”. Zapewne wielką rolę odgrywa tu nie wiedza merytoryczna respondenta z zakresu astronomii praktycznej, czy geografii, ale psychologia – czas letni chyba wszystkim nam kojarzy się z latem, ciepłem, lepszym nasłonecznieniem, urlopami, wakacjami i, ogólnie, z letnią błogością i beztroską. Przede wszystkim, czas letni zdaje się być antytezą wszystkiego, co ma związek z zimą (wszechobecny chłód, wczesny zmrok, późny świt, brak Słońca, brak endorfin, rachunki za ogrzewanie, błotnista breja na chodnikach i ulicach, buty zniszczone solą, itp.). Wszystko wskazuje na to, że jeśli w tej kwestii dojdzie u nas do plebiscytu, czy referendum ogólnonarodowego, to czas zimowy, mimo, że bardziej odpowiedni dla naszego położenia geograficznego, polegnie sromotnie w walce z czasem letnim. Spróbujmy krótko opisać zachowanie się Słońca na naszym niebie na przestrzeni całego roku w zależności od wybranego na stałe czasu – dotychczasowego zimowego lub dotychczasowego letniego. Posłużą temu dwie tabelki z momentami najwcześniejszych i najpóźniejszych w roku wschodów i zachodów Słońca w przykładowych miastach znajdujących się w przybliżeniu na skrajach lub niemal na skrajach naszego państwa – w jego czterech „narożnikach”. Jak zaraz zobaczymy, nie trzeba analizować pozycji geograficznych Portugalii, Szkocji, Cypru, czy Finlandii, żeby dostrzec nieco dziwne zachowanie się Słońca.

W tabeli pierwszej podane zostały momenty wschodów i zachodów Słońca w Świnoujściu, Suwałkach, Zgorzelcu i w Sanoku wyrażone w dotychczasowym czasie zimowym. Momenty najpóźniejszych wschodów i najwcześniejszych zachodów Słońca występujące w pobliżu przesilenia zimowego nie stanowią zaskoczenia, bo są nam doskonale znane. Przez lata przyzwyczailiśmy się do nich. Podobnie rzecz ma się w drugiej tabeli w przypadku najwcześniejszych wschodów i najpóźniejszych zachodów Słońca wyrażonych w dotychczasowym czasie letnim – mają one przecież miejsce w pobliżu przesilenia letniego, a wtedy obowiązuje u nas czas letni.

Zwróćmy jednak uwagę, jak zachowywałaby się nasza dzienna gwiazda latem, w sytuacji, gdybyśmy przez cały rok pozostawali przy czasie zimowym. Na zacienionych polach tabeli pierwszej przedstawiono najwcześniejsze wschody i najpóźniejsze zachody Słońca. I tak, w północno-wschodniej Polsce (Suwałki) Słońce wschodziłoby jeszcze przed godz. 03:00 nad ranem (zresztą w całej Polsce grubo przed 04:00). Za to najpóźniejsze zachody nie byłyby aż tak późne, jak obecnie – z uwagi na większą popołudniową aktywność ludzi dzień pozornie by się skrócił.

Gdybyśmy przez cały rok utrzymywali czas letni, Słońce nieco odmiennie zachowywałoby się zimą. Mowa tu o najpóźniejszych wschodach i najwcześniejszych zachodach (zacieniowane pola drugiej tabeli). O ile najwcześniejsze zachody byłyby późniejsze, niż ma to miejsce obecnie, to najpóźniejsze wschody Słońca występowałyby rzeczywiście bardzo późno – w zachodniej Polsce po godzinie 09:00 (w Świnoujściu nawet o 09:22).

 

 

  Czas zimowy  (UTC + 1h)

                     Wschody Słońca

                    Zachody Słońca

     najwcześniejsze   

       (17 czerwca)

     najpóźniejsze   

      (30 grudnia)

  najwcześniejsze   

    (13 grudnia)

     najpóźniejsze   

      (24 czerwca)

  Świnoujście     (53°55’N, 014°15’E)  

03:31

08:22

15:41

20:39

   Suwałki           (54°07’N, 022°56’E)  

02:55

07:48

15:05

20:06

   Zgorzelec        (51°09’N, 015°00’E)  

03:44

08:04

15:53

20:19

   Sanok              (49°33’N, 022°12’E)  

03:24

07:28

15:31

19:42

 

 

  Czas letni  (UTC + 2h)

                      Wschody Słońca

                      Zachody Słońca

     najwcześniejsze   

      (17 czerwca)

     najpóźniejsze   

      (30 grudnia)

     najwcześniejsze   

        (13 grudnia)

      najpóźniejsze   

       (24 czerwca)

   Świnoujście     (53°55’N, 014°15’E)  

04:31

09:22

16:41

21:39

   Suwałki           (54°07’N, 022°56’E)  

03:55

08:48

16:05

21:06

   Zgorzelec        (51°09’N, 015°00’E)  

04:44

09:04

16:53

21:19

   Sanok              (49°33’N, 022°12’E)  

04:24

08:28

16:31

20:42

 

 

Optując za przyjęciem w Polsce na stałe czasu zimowego lub letniego należy więc rozważyć, czego tak naprawdę oczekujemy od… Słońca. Nie zawsze pierwszy odruch jest dobry. Gdy w 2011 r. eksperymentalnie przyjęto w Rosji na stałe czas letni nie spodobało się to wielu obywatelom tych rejonów, gdzie Słońce wschodziło krótko przed południem. Dodać należy, że południem umownym (12:00), gdyż to prawdziwe, czyli moment rzeczywistego górowania Słońca, występowało tam późnym popołudniem. Po trzech latach błąd ten skorygowano i w Rosji na stałe obowiązuje czas zimowy.

Gdy my przyjmiemy na stałe czas zimowy będzie to czas najbardziej odpowiadający naszemu położeniu geograficznemu. Do tego Słońce latem będzie wcześniej wschodzić i nie tak późno zachodzić. Przez cały rok południe prawdziwe będzie bardziej zbliżone do umownej godziny 12:00. Słowem, będzie normalnie.

Gdy zaś przyjmiemy na stałe czas letni dni będą pozornie dłuższe (Słońce będzie zachodzić później), później będzie się ściemniać, co wydaje się być miłym rozwiązaniem, a co będzie szczególnie widoczne zimą – zmrok będzie nadciągać nie ok. 16:00, lecz godzinę później. Ale też i później będzie świtać, czyli pozornie wcześniej trzeba będzie wstawać rano do pracy, czy do szkoły (oj, niedobrze!). Najpóźniejsze wschody Słońca z tabeli drugiej mówią nam o tym, że np. dzieci wędrujące poboczami dróg na pierwszą lekcję do odległej szkoły będą od końca jesieni, przez całą zimę, aż po pierwsze dni wiosny narażone na większe niebezpieczeństwo, gdyż dłużej będzie ciemno.

Ja zagłosuję za czasem zimowym. I przegram.

                                                                                                        kmdr por. Dariusz Żołnieruk

                                                                                                        Katedra Nawigacji i Hydrografii Morskiej

 

 

fb1tw1yt1in1

PUBLIKUJ WYDARZENIA RAZEM Z NAMI

#amwgdynia